30.05.2012

Działalność - W czarnej barwie Muminkowej przygody (1934)

Witajcie!
Po tytule newsa możecie się zorientować, że w końcu napiszę coś o Muminkach - tak, coś będzie. Ale nie będzie tego za wiele. Jest to rok dopiero 1934, czyli do wydania pierwszej książki jeszcze 6 lat. Ale już od teraz Tove towarzyszą te "gniewne" - jak sama opisuję - trolle.
Heh.. jeszcze 2 dni do Lednicy :D


Działalność - W czarnej barwie Muminkowej przygody (1934)

Akwarele z 1934 r.
Tove podczas swojej pierwszej podróży poza granice Finlandii i zimnej Skandynawii, namalowała niewielki obrazek akwarelami przestawiający dziwne stworzenie, które maszeruję drogą.

Tove rozpoczęła swój fantastyczny świat w Niemczech (jaka ironia losu), gdzie przebywała z ciotką Elsa i jej rodziny, a potem dalej do Paryża. Ta czarna postać trolla (później nazwana Muminkiem) wykazuje duże podobieństwo do tej, która pojawi się w pierwszym opowiadaniu o Muminkach opublikowanym w 1945 roku pt. "Małe trolle i duża powódź".

Jedna z pierwszych ilustracji książki pt. "Małe trolle i duża powódź" wydanej w 1945 r.

29.05.2012

Tożsamość Tove - Rodzina

Otwórzcie bramy, co nietknione stały.
Otwórzcie bramy, bo idzie Król chwały.
Któż ten Król chwały? Pan o cnoty dbały.
On w te drzwi wnidzie, on jest Królem chwały. 
Tak, już za kilka dni (a konkretnie trzy) zaczynają się obchody Spotkania Młodych w Lednicy. W tym roku jednak nie rozbiję tam namiotu i nie będę tam wykonywać Harcerskiej Służby - szkoda... może w przyszłym roku wsiądę w pociąg i pojadę.
W niedzielę odwiedziłem Jezuitów (Kościół Najświętszego Imienia Jezusa), uczestniczyłem w Mszy o uzdrowienie. Oj wiele się działo; świadectwa, wspaniałe pieśni, cud eucharystyczny i ten pierwiastek, którego nie da się określić. Ręce w górę i poczucie wewnętrznego i fizycznego gorąca daje wielkiego kopniaka. Polecam wszystkim...
Umocnijmy się w Duchu...


Freski Pictora Albertusa
Tożsamość Tove - Rodzina

Obraz „Rodzina” namalowany podczas wojny przez Tove jest jej portretem jaki i całej najbliższej rodziny. Tove podczas wojny bardzo bała się o los swojego brata, który znajdował się na froncie – fakt ten przekazuję w swoich dziełach. Na obrazie autorka przedstawiła się jako obserwator i jako centralna postać, która czuwa nad swoją rodziną. Bracia grają w szachy co jest wyrazem wojny między ludźmi. Scenę tą możemy porównać do XV wiecznego fresku Pictora Albertusa  pt. „Death playing chess”.

Wiosną 1942 roku, Tove napisał do swojej przyjaciółki Ewy: "A ja jestem malarką, regularnie i w krótkich odstępach czasu. Słyszę pistolet - pozdrawia z cmentarzu, które sprawiają dreszcze na plecach. Collinsowie stracili syna, tak jak wielu naszych przyjaciół. Dom jest jak cicha kopalnia, wszyscy zamknięci we własnych myślach. "

Obraz Tove, "Rodzina"
„Rodzina” została pokazana na wystawie wiosną  w 1942 roku i od razu odniosła szeroką popularność. Tove rzucił się w wir pracy w latach wojny - to było antidotum na ból trudnych czasach. Napięty harmonogram prac; malarstwo w dzień i ilustracje w nocy. Również aktywnie uczestniczyła w różnych wystawach, które pokrzepiały jej tęsknotę za bratem. Mimo wojny - a częściowo z tego powodu - handel sztuki był bardzo żwawy: wartość pieniądza wahała się, przez co sztuka była dobrą inicjatywą. Tove sprzedała w tym czasie wiele obrazów.
 "Czuję się jak maszyna " napisała do swojej przyjaciółki Ewy. 

26.05.2012

Klovharu - Artysta na wyspie

"Pomału zaczęło dnieć. Tatuś Muminka był całkiem sam ze swoją wyspą, a ona z każdą godziną stawała się coraz bardziej jego własna. Niebo zbladło i przed Tatusiem wyrosły skały: wielkie, piętrzące się głazy, na szczycie których zobaczył nareszcie latarnię morską, ogromną i czarną na szarym tle horyzontu. Wyglądała znacznie większa, niż sobie wyobrażał, bo o tej porze nocy każdy czuje się bezradny i wszystko wydaje się niebezpieczne, szczególnie jeśli ktoś jest sam i czuwa.

Tatuś Muminka zgasił lampę i brzeg morski zniknął. Wolał, żeby latarnia morska nie widziała go na razie. Od morza ciągnął zimny, poranny wiatr, gdzieś po drugiej stronie wyspy krzyczały mewy. 

Kiedy tak siedział na przybrzeżnym piasku, wydało mu się, że latarnia rośnie coraz wyżej i wyżej. Podobna była do jego modelu, tego, którego nie zdążył wykończyć. Widział teraz, że jej dach nie jest tak spiczasty, jak sądził, i że nie ma żadnej poręczy. Długi czas patrzył na tę ciemną, opuszczoną wieżę, aż w końcu stała się jakby mniejsza, prawie taka jak ta, o której od dawna myślał.

"W każdym razie jest moja – stwierdził Tatuś Muminka, zapalając fajkę. – Zdobędę ją, dam mojej rodzinie i powiem: »Tu będziecie mieszkać. Jak już znajdziemy się w środku, żadne niebezpieczeństwo nie może nam grozić«"."
"Tatuś Muminka i morze" Tove Jansson. Nasza Księgarnia, str. 43-44

Kolejny news z serii "Klovharu", dziś przedstawię Wam jak Tove zamieszkała na tej wyspie i kto ją najczęściej odwiedzał. Na wyspie powstał m.in. film "Haru – The Island of the Solitary", film oparto na materiałach kręconych przez Tooti w latach 1970 – 1991 oraz na tekstach Tove Jansson. Jak Jamatka pozwoli nam na opublikowanie tego filmu to zobaczycie, że Klovharu ma swój własny klimat.


Klovharu - Artysta na wyspie


Klovharu w lotu ptaka
Tove kochała swoją wyspę. W wywiadzie w 1940 roku, wyjawiła swoje marzenie o posiadaniu wyspy i własnej latarni. Tove była już dobrze zaznajomieni z morza i archipelagu Pellinki od wielu lat spędzała tam z rodziną wakacje. Wyspy pojawiają się również w pracach artystki pokazując miejsce, gdzie można budować swój własny świat.

Pierwsza miłość Tove jest wyspa Kummelskär, największa z bezludnych wysepek skalnych w regionie. Jednak mieszkańcy nie zgodzili się na wybudowanie tam domu, gdyż zakłócają połowów śledzia, dorsza i łososia. Gdy Tove zdała sobie sprawę, że Kummelskär było niemożliwym marzeniem, zaczęła negocjacje w sprawie kolejnej wyspy - nazwanej później Klovharu. W 1947 roku zbudowała dom, który nazwała Vindrosens Husa. Ale jej rodzina i przyjaciele szybko trafili na wyspę, a Tove ze wszystkich swoich sił próbowała uzyskać więcej wolności i samotności.


Wyczerpane przez dziennikarzy i świat artystów, Tove i Tooti rozbiły swój namiot na Klovharu w 1963 roku. Wpis do pamiętnika o sztormowej pogodzie i ich ostatniego dnia oddaje urok wyspy.

"Sześć w skali Beauforta. Burza, deszcz. Udało się nam uratować łódź, przed wciągnięciem jej do wody. Morze wygląda jak kocioł czarownicy, jak grzmot wystrzałów armatnich. Namiot oszukany. Pięknie, pięknie."

Spędzanie przez Tove wakacji na wyspie było trudne dla Ham, bo zawszę spędziły każde lato razem. Wyspa, z jej niezwykłym projektem budowlanym, stała się atrakcją turystyczną, która nieustannie pociągnął tłumy.

"Siedemnaście odwiedzających przypłynęło do Kummelskär [...] Jestem bardzo zła".
Goście Tove i Toot
Z czasem, Tove był w stanie wyrównać czas towarzyski z czasem spędzonego nad pracą. Nawet Ham spędziła tam kilka swoich wakacji z Tove i Tooti.
"Kiedyś, dużą ilość bambusa wyrzuciło [morze] na brzeg. Zebraliśmy je, ale nie wiem co z nim zrobić. "Zbuduj latawce," powiedziała Ham, "Mamy mnóstwo japońskiego papieru ryżowego"."
- Fragmenty Anteckningar Fran en O (notatki z wyspy, 1996).

25.05.2012

Studio - Czyli, jak to było naprawdę

Jeee... w końcu znalazłem trochę czasu. Ale już od jutra newsy SYSTEMATYCZNE - opracowałem system. Dziś 25 maj, co to znaczy dla mnie? Dla mnie może nic ale dla całego harcerstwa polskiego owszem. Dziś prezydent RP Bronisław Komorowski objął  honorowy protektorat nad organizacjami harcerskimi w Polsce i poza granicami Kraju. Co to oznacza? Nie chcę mi się się o tym pisać; jeżeli kogoś to ciekawi to proszę: www.zhp.pl/protektorat.

Tak jak już wcześniej wspominałem zeszły tydzień spędziłem nad projektem. Jaki to projekt? Otóż filmowy, przez cały tydzień bawiłem się w filmowca i biegałem po północnej Łodzi w poszukiwaniu, uwaga: ŚLADÓW GETTA ŁÓDZKIEGO. Jeśli nic nie wiecie o tym getcie a reklama Warszawskiego wam się znudziła zapraszam do obejrzenia filmu i jego komentowania.

Studio - Czyli, jak to było naprawdę

Plan studia
W 1944 roku Tove przeniosła się do swojego studia mieszczącego się w wierzy kamienicy pod adresem Ullanlinnankatu 1 (Helsinki).
 
"To wygląda okropnie po bombardowaniach, brak okien, pęknięcia na ścianie, kuchenka i kaloryfery są zniszczone. Ale to jest wciąż moje świetne marzenie, 7.70 metrów z kąta do kąta.
A obok niego znajduje się mała sala, gdzie mogę żyć"

Tove daje żywy opis jej studiu w liście do Ewy Konikoff:

"Jest olbrzymia, ozdobna secesja kuchenka i zabawne stare drzwi z czerwono-zielonymi szklanymi oknami. Studio, dobrze mogłem spędzić resztę swojego życia przy odnawianiu jego.
A obok niego jest asymetryczny pobielony pokój gdzie mogę zachować wszystkie moje kobiece drobiazgi, cała moja miękki, zabawny, błyszczący i osobiste rzeczy. Mam dwa okna pod dachem".

Studio Ullanlinnankatu miał stać się dla Tove domem i środowiskiem pracy dla kilku dziesięcioleci. To było jedno z jej wielkich marzeń od samego początku. Po kilku latach, była zagrożony eksmisją jednak przyjaciele pośpieszyli jej do pomocy i opłaciła zalegające opłaty.

"Starałam się zbudować dom, dom doskonałego artysty o którym całe moje życie marzyłam, i za które dziękuję. I wtedy przychodzi ten kawałek papieru, mówiąc, że z dniem 1 września muszę wynieść się gdziekolwiek."


Wiele Nakazy eksmisji przybył na przestrzeni lat, a minęło ponad dziesięć lat na nadal posiadała wieżę.


W 1972 roku, Tove to główny kandydat do miejsca, w miejscu zamieszkania Porvoo poety. Ona jednak odrzucić tę okazję, choć przyznała, że był to największy zaszczyt dla skandynawskiego artysty. Jej przestronne i dobrze oświetlone studio w Ullanlinnankatu był jej domem. Nie mogła znaleźć spokoju, traci się w swoim malarstwa. Nie wierzyła, że ​​zostanie zapewniony identyczny poziom samotności w domu Poety.

22.05.2012

Działalność - Pierwsze kroki w wielkim świecie artystów (1929)

"Jaki był ten dzień, co darował, co wziął
Czy mnie wyniósł pod niebo, czy zrzucił na dno
Jaki był ten dzień, czy coś zmienił czy nie
Czy był tylko nadzieją na dobre i złe..."
Tak.. to jedna z najlepszych piosenek śpiewana pod koniec dnia w harcerstwie. Dobra, koniec tych smętów. Dziś początek tygodnia a ja znów mam nawałnice spraw do załatwienia - łeeee <płacz>. Weekend nie lepszy. Całe dwa dni siedziałem i tworzyłem projekt do szkoły. A co się okazała? że na jutro też można go przynieść bez żadnych konsekwencji - a ja tak się śpieszyłem. Przynajmniej sobotni wieczór był miły. A to dlaczego? W Łodzi oprócz Nocy Muzeum było święto miasta. Tak, Łódź liczy sobie już 589 lat.
A teraz może coś o Łodzi:
Mimo jawnych już przyczyn nadania wsi Łódź praw miejskich to od wielu set lat krąży legenda - jakich wiele w naszym mieście. Władysław II Jagiełło kiedy szedł tam gdzie "król chodzi piechotą" pewien człowiek zaczepił władcę, ten chcąc jak najszybciej wykonać pewną czynność podpisał podsuwany mu pod nos papier.

Jakie muzea dowiedziałem? Oj, trochę ich było: archeologiczne, kanału "Dętka", kinematografii, no i oczywiście kochane muzeum bajek Se-Ma-Foru (z Muminkami włącznie).

A to coś z łódzkich bruków:


Mieszkam przy jednej z wymienionych ulic. Ktoś zgadnie na jakiej?
P.S. Refren nawiązuje do znanego żydowskiego powiedzenia pochodzącego z okresu międzywojnia, "Nasze ulice, wasze kamienice".

Pierwsze kroki w wielkim świecie artystów (1929)

Lunkentus, to magazyn dla dzieci wydawany przed II Wojną Światową w Finlandii. To właśnie w nim Tove stawiała swoje pierwsze kroki komiksowe. W piętnastu odcinkach opublikowała przygody Fabiana. Po odkryciu jej talentu przez skandynawskie gazety, Tove miała szansę przedstawiać swoje rysunki satyryczne m.in. w magazynie Garm.

GDZIE INDZIEJ NA ŚWIECIE
Włochy podpisują traktatów laterańskich uznając swoją Watykanu. W dzień św. Walentego, banda Al Capone dokonała zbiorowego morderstwa na członkach rywalizującego z nimi gangu Bugsy Morana. W Finlandii powstaje pierwszy faszystowski ruch polityczny.

18.05.2012

Tożsamość Tove - Autoportret w futrzanej czapce

Witajcie! Przepraszam, że znów Was tak haniebnie zostawiłem ale już się ogarniam i kalam się przed Wami jak Henryk IV pod Kanossą.

Jak wyglądał mój ostatni tydzień?
Bardzo energicznie, ponieważ prosto ze szkoły jechałem na Bałuty* aby realizować projekt szkolny. Tak, zajął mi on 3 dni. Wczoraj zbiórka a dziś kolacja (i to nie byle z kim). Jutro zaczynam CIĘŻKĄ pracę i spróbuję zastosować wymyślony przez siebie środek na systematyczne dodawanie postów.
Co do projektu; mam nadzieję, że w niedzielę zakończę go w zupełności i na poniedziałek będzie oddany - pochwalę się nim też i tu. Ostatnio zdałem sobie sprawę, że łacina nie jest dla mnie i postanowiłem nauczyć się loqui po עברית, tak moi mili - PO HEBRAJSKU.
Wczoraj dowiedziałem się, że Fundacja Ronalda Laudera w Łodzi (czyli Klub Żydowski) organizuje takie kursy - mam nadzieję, że nie będzie mnie kosztował miliony bo moja sakiewka na tego typu cele jest bardzo płytka.

W takim razie coś z łódzkiej muzyki niezależnej:


P.S. Małe wyjaśnienie. W piosence wspomina się kilku znanych łodzianinów: Izrael Poznański - fabrykat nazywany "królem bawełny", Karol Scheibler - fabrykat, wzorzec Bucholca w Reymontowskiej "Ziemi Obiecanej" oraz  Roman Polański i Leon Niemczyk.

* Bałuty - smutna i zaniedbana dzielnica Łodzi. W czasie wojny znajdowało się tam getto dla żydów

Tożsamość Tove - Autoportret w futrzanej czapce

Tove kocha futra, od najmłodszych lat używała je do szycia ubrań. Specjalnie uszyte spodnie z futra nosiła prawie przez całe długie gorące lato w 1929 roku. Jednak przede wszystkim autoportret w futrzanej czapce jest istotnie podobny do autoportretu Rembrandta z 1640 roku. Postawa tułowia, słowa, spojrzenia i perspektywy są zniewalająco podobne. Dzieła Tove można porównać również do innych artystów renesansu bo od dawna zagłębiała je w swoich włoskich i francuskich podróżach. Autoportret Rembrandta był hołdem dla Tycjana, natomiast autoportret Tove jest hołdem dla Rembrandta. Ten bezkompromisowy obraz pokazuje jak wysokie postawiła sobie Tove cele artystyczne i jak widzi siebie, jako malarka.

Autoportret w futrzanej czapce określa jej status zawodowy w dziedzinie zdominowanej przez mężczyzn. W październiku 1941 roku Tove napisała list do Ewy z osobistymi poglądami na temat mężczyzn:  
Nie mam czasu, ani pieniędzy, aby poślubić żadnego z nich! Nie mam czasu, żeby ich podziwiać i pocieszać. Nie szkoda mi ich, lubię ich ale nie chcę poświęcać mojego życia do wykonywania ich potrzeb. To człowiek jest wojną! Wiem, co się stanie z moją pracą, jeżeli wyjdę za mąż”.

W tym przykładzie widzimy, że ważniejszą rzeczą dla Tove było być wolnym artystą i żyć na własnych warunkach.

Autoportret Tove (1941) i Rembrandta (1640)

15.05.2012

Rodzina - Ona wyrośnie na wielką artystkę...

"Moja mama ma wspaniałe ciemne włosy, opadają na ciebie jak chmura, ładnie pachną, są jak włosy tych smutnych królowych w książce. Najładniejszy obrazek zajmuje całą stronę."

Tak właśnie Tove opisuję swoją mamę. Takie i inne opisy można znaleźć w całej książce "Córka rzeźbiarza", jednak gdzie są opisy przedstawiające jej ojca? Owszem, znajdujemy tam kilka wzmianek o zachowaniach i ulubionych jego czynnościach, jednak Tove była zawsze bliżej matki i to jej się zwierza w listach podczas swoich podróży czy studiów. Choć sam tytuł autobiografii wskazuje na oddanie hołdu ojcu to jednak on znajduję się w cieniu całej atmosfery rodzinnej.

Dziś wpadłem na pomysł aby przybliżyć jej życie rodzinne, które zazwyczaj omijam w karierze czy budowaniu własnej tożsamości. Dlatego oficjalnie otwieram nowy dział newsów - Rodzina.

Rodzina - Ona wyrośnie na wielką artystkę...

Tove na kolanach mamy
Tove Marika Jansson została poczęta w Paryżu - w mieście artystów - pod koniec 1913 roku, a urodził się w Helsinkach o godz. 11:55 w niedzielę 9 sierpnia 1914. Jej matka, ilustratorka Signe Hammarsten-Jansson (Ham) i jej ojciec, rzeźbiarz Viktor Jansson (Faffan) zaplanowali swojej córce życie w swojej sztuce od momentu urodzin. Od matki, Tove nauczył się rysować niemal zanim nauczyła się chodzić.

"Może nasza Tove wyrośnie na wielką artystkę. Naprawdę wielką artystkę!" Tak Wiktor napisał do Signe z frontu podczas fińskiej wojny domowej* w pierwszych miesiącach 1918 roku.

Rodzice Tove byli w rozłące podczas jednego z trudnych chwil dla Finlandii w pierwszej połowie XX wieku. Viktor tęsknił za swoją córką, ale wiele zdjęć zrobionych w domu żony uśmierzyło jego ból i tęsknotę.

* Wojna domowa w Finlandii - wewnętrzny konflikt zbrojny w Finlandii w 1918 r. pomiędzy siłami Czerwonych, wspieranych przez Rosjan, a siłami Białych, wspieranych przez Niemcy.

Tove z matką, 1914r.

13.05.2012

Działalność - Domowe wydawnictwo Tove (1925)

Dziś niedziela, a jutro znów zaczyna się nowy tydzień - nie chcę. Szkoła, drużyna, obowiązki, sacrum i wiele wiele innych. Ostatnio myślałem nad tym aby rozruszać trochę blog bo stał się dość drętwy i ubywa czytających (nie wspominając o komentujących). O moich przedsięwzięciach napiszę dopiero gdy się skontaktuję z kochaną Jamatką (ale to dopiero za tydzień bo obecnie jest w stanie odpoczynku od internetowego zgiełku). 
Oj, będzie się działo...

Wczoraj otrzymałem na e-mail wiadomość z pytaniem, czemu nie umieszczam nic o Muminkach - odpowiedź jest prosta: Bo ten blog nie jest poświęcony Muminkom :)
Oczywiście będą się tu pojawiały informację o tych sympatycznych trollach albo w bardzo okrojonej wersji. I nie namówicie mnie na umieszczanie tego przesłodzonego i strasznie wypaczonego japońsko-fińsko-holenderskiego serialu jakim jest produkcja pt. "Muminki" - tak, to moje zdanie.
W tym celu zapraszam na www.muminki.eu !!!

Działalność - Domowe wydawnictwo Tove (1925)

Opowiadanie nr. 44 z 1925r.
Tove miała zaledwie 11 lat kiedy wydała czternaście książeczek swojego autorstwa. Książki były samodzielnie pisane, ilustrowane oraz własnoręcznie klejone. W książkach zamieściła własne baśnie o aniołach, raju, śmierci i piekle. Również znalazły tam swoje miejsce horrory i opowieści o duchach. Wszystkie książeczki przerwały do naszych czasów.

Po mimo bardzo obszernych poszukiwań odnalazłem tylko jedną okładkę a w zasadzie stronę tytułową jednego z opowiadań pod tytułem "Döden" (szw. śmierć).

GDZIE INDZIEJ NA ŚWIECIE
We Włoszech Mussolini ogłosił się dyktatorem, podczas gdy w Niemczech Adolf Hitler wydaje "Mein Kampf" (Moja walka).Tornado zabija 698 ludzi w stanie Missouri, Illinois i Indiana (USA).

12.05.2012

Tożsamość Tove - Paląca kobieta (1941)

Przepraszam, że wczoraj nie napisałem ale byłem bardzo zajęty.
Hm... co ciekawego robiłem?
Przedwczoraj przed południem wybrałem się do Gminy żydowskiej znajdującej się na ul. Pomorskiej (tuż za słynnym pl. Wolności, nad którym wznosi się dumny Kościuszko). Początkowo udałem się do ładnie prezentacyjnego się pałacyku. Po otworzeniu drzwi już słyszałem mieszankę języka hebrajskiego, angielskiego i niemieckiego. W środku budynek zdawał się absolutnie inny od tego na zewnątrz; stare meble, walący się tynk i nieodrestaurowane freski i elementy ozdobne. Zaczepiłem spieszącą się kobietę aby zapytać o drogę do bura gminy, kobieta wskazała mi drewniane schody i kazała wejść na pierwsze piętro. Na pierwszym piętrze rozprzestrzeniały się zdjęcia, rysunki i obrazy przedstawiające rodziny żydowskie. Dostałem się do niewielkiego pomieszczenia, który wyglądał bardziej jak bufet niż biuro gminy. Kobieta siedząca za ladą poinformowała mnie, że znajduje się w recepcji hotelu a nie w budynku gminy. Wyszedłem. Wraz ze mną ciemnowłosy nastolatek, którego spotkałem wcześniej mówiącego po hebrajsku. Poprosiłem go aby zaprowadził mnie do gminy. Bardzo uważnie spoglądał na mnie i wypytywał co ja tu robię. Przeprowadził mnie przez zajazd i wprowadził do długiego budynku, na którym były napisy hebrajskie. Weszliśmy na pierwsze piętro i tak dostałem się do bura. Stanąłem przed rabinem z brodą ale bez jarmułki czy szat żydowskich. Po, krótkiej prezentacji doszedłem do celu mojej "wyprawa". Rabin przez krótką chwilę myślał, następ kazał mi przyjść za tydzień.

Eh... No trudno, udam się z powrotem ale we wtorek. O 12.00 byłem już na pl. Wolności a z ratuszowej wieży rozbrzmiewała melodia Monuszkowej "Prząśniczki".
U prząśniczki siedzą jak anioł dzieweczki,
przędą sobie, przędą jedwabne niteczki.

Kręć się, kręć wrzeciono,
wić się tobie wić!
Ta pamięta lepiej,
czyja dłuższa nić!
A wczoraj?
Pierwszy dzień w szkole pod długiej przerwie, spotkanie ze znajomymi i dziękczynienie u Dominikanów. Wieczorek, dużo papierkowej roboty i wiele mailów do napisania. I tak dzień zakończył mi się o 2.00 w nocy a kolejny rozpoczął się po 7.00 rano.


Tożsamość Tove - Paląca kobieta (1941)

Autoportret Tove z 1941r.
Tove paliła przez całe życie. Przerwa na papierosa, przedstawiona w jej autoportrecie jest  momentem skupienia, kontemplacji i głębokiej koncentracji. Istnieją róże podteksty tego introspektywnego autoportretu.

"Obecnie, życie jest naprawdę ciężkie, 'nie żyję', tylko istnieję." napisała Tove do swojej przyjaciółki Ewy w lipcu 1941.

Lato 1941 było dramatycznym czasem dla Tove. Jej zaufana przyjaciółka Eva Konikoff była pochodzenia żydowskiego i została zmuszona do ucieczki w głąb Ameryki. Brat Tove, Per Olov walczył na froncie. Jesienią 1941 Tove napisała do przyjaciółki: "Bez względu na to co robię, nie mogę uciec od poczucia strachu, nawet bałam się rozmawiać o moim codziennym życiu, o pracy. Jestem nękana przez niepokój, który mnie wyczerpuje i prowadzi do tego, że moje obrazy przestały mieć sens."

Lata wojny były najtrudniejsze w życiu Tove. Była przygniatana zwątpieniami i niepewnością: Czy kiedykolwiek będzie mogła być szczęśliwa razem ze swoimi bliskimi? Ewa odeszła, Tove kontynuowała pracę nad jej portretem. Podziwiała wolność, energię i pasję, które Ewa reprezentowała. Ona również ceniła ten portret tak bardzo, że była w stanie zatrzymać go dla siebie, a później dać go w prezencie Ewie. Obraz palącej kobiety została jednak kupiona przez Artura Nyman'a. "On chce mieć ją w sklepie jako reklamę wyrobów tytoniowych" skrytykował Tove.

Portret Eway Konikoff autorstwa Tove
Na przestrzeni `40 i `50 lat Tove od Ewy, która była po drugiej stronie Atlantyku dostała ponad sto listów. Ewa była kimś, na kim Tove zawsze mogła polegać. "Jesteś tą, która jest dla mnie najważniejsza, tak blisko mnie, Ham*, ale w inny sposób. [...] Mogę omówić wszystkie moje wielkie radości, moje kłopoty, moje rozważania z Tobą - nie ma osoby, której mogłabym powiedzieć o tych rzeczach, z wyjątkiem Ciebie."

* Ham - określenie używające przez Tove w stosunku do osób bardzo bliskich. Co ciekawe w j. angielski słowo to oznacza szynka.

10.05.2012

Działalność - Dzieciństwo w rysunku (1917)

Wczoraj prawie cały dzień wstawiałem poprawki do planu pracy drużyny na obóz - masakra... Namiestnik jeszcze nie ułatwia roboty, tylko ją dorzuca. Jego wytyczne uważam za całkowicie bezsensowne, też mu się zachciało na stare lata zmieniać wygląd planów pracy.

Jeden z celów wygląda tak:
"Zrealizuję przynajmniej 70% zajęć w terenie."
komentarz namiestnika: "Była już taka epoka w historii Polski, gdy realizowano 150% normy."

I jak tu się nie zdenerwować, ale utrzymałem stoicki spokój i prowadziłem trwałą, choć trochę brutalną konwersację. Po stadzie mojej "pseudoironii" namiestnik oddał mnie w ręce innego instruktora w KH. Zobaczymy kogo dostanę. Czuję się trochę jak Jezus w słynnym powiedzeniu "od Annasza do Kajfasz".

Kolejne relację z przedobozowych przygotowań będę podawać na bieżąco - oj wiele się wtedy dzieję!
Dziś również zaczynamy nowy dział. Nazwałem go Działalność, ale nadal nie wiem czy to dobra nazwa. W tym dziale będę wspominał o wybranych szkicach, obrazach czy rysunkach - ogółem dziełach artystycznych. Do opisu dzieła będę podawać wydarzenia historyczne, jakie w tym czasie się rozgrywały, aby ukazać Wam jak na sztukę Tove działa świat zewnętrzny.

Działalność - Dzieciństwo w rysunku (1917)

Podczas gdy jej matka zawodowo pracuję nad ilustracjami, Tove również chwyciła za ołówek i niemal nauczyła się rysować, zanim mogła mówić. Mała Tove, tak jak każde dziecko rysowała ludzi, zwierzęta i fantastyczne istoty. W tym poście przedstawiam jeden z nielicznych zachowanych rysunków artystki. Kiedy Tove go rysowała miała miała około dwóch lat.

GDZIE INDZIEJ NA ŚWIECIE
Kolejne łzy wojny światowej płyną po Europie. Carat Rosji rozpada się po lutym i tworzy się Rewolucje Październikowa. W tym samym czasie, Finlandia podjęła kroki zbliżające ją do ogłoszenia pełnej niezależności od Rosji. brytyjski minister zapowiedział powstanie państwa żydowskiego w Palestynie.

09.05.2012

Klovharu - Wysepka w Zatoce Fińskiej

Ale jestem niewyspany... Hm.. Jak było wczoraj? Nawet fajnie, tzn. dla moich harcerzy. Była wystarczająca ilość ludzi - uf.. nie było kompromitacji. Ale wczoraj popsuły mi się wszystkie porty USB i dziś Wam zdjęć nie wrzucę, ale za to mam nową notkę z nowego działu. Czym lub kim jest zagadkowy "Klovharu"? Jeśli tego nie wiesz koniecznie musisz przeczytać ten post.

Klovharu - Wysepka w Zatoce Fińskiej

Klovharu to atol* w kształcie wyspy około 6000-7000 metrów kwadratowych. To jedna z wielu małych, skalistych wysepek, które tworzą Zatokę zewnętrznego archipelagu Finlandii. W centrum tworzy się erozja, co sprawia, że ​​wydaje się jakby wyspa była podzielona na dwie części. Niewiele jest roślinność na Klovharu, choć można tam znaleźć marram, dzikie bratki, bedstraw i fioletowy krwawnice. Po pewnym czasie Tove Jansson zasadziła tam wiele roślin aby wzbogacić wyspę m.in. o  krzewy róży rosnące przed domem.

 
Mewy i rybitwy zagnieżdżają klify, którym trudno było dostosować się do nowych mieszkańców.
 
"Oczywiście wiem, że ptaki morskie były tu pierwsze! Mają zarejestrowane swoje roszczenia do tego terytorium, kto wie od ilu pokoleń, więc ich nienawiść do nas jest oczywista: często runą na nas z otwartymi dziobami, pisk. W rybitwy są najgorsze, prawdziwi wojownicy, którzy naprawdę wiedzą jak się mają nas pozbyć. Te lśniące białe symbole wolności i horyzont prowadzą nas do szału. Tooti nie może pracować nad swoimi rysunkami bez parasola. Nie możemy pływać, nie możemy odłożyć sieci, nie możemy nawet wyjść na łódź - Nigdy nie byłam znienawidzona tak boleśnie"

Latem wraz z przybyciem Tove i Tooti szło w parze przybycie jaskółek.

"[Jaskółki] Latające w powietrzu jak noże krzyczące, krążą  cały czas nad domkiem i ponownie wielkie emocje i oczekiwania - a potem puf! odeszły, nie obiecując niczego.
[...] jaskółki gnieżdżą się w starych letnich kapeluszach Ham letnich, na kuszących półkach i w pudłach, które Tooti przybiła pod krokwiami.

Zewnętrzny archipelag doświadcza gwałtownych burz, które zmywają przystanie i inne urządzenia stoczniowe. W miarę upływu czasu, Tove zaczął przeglądać się morskiemu burzliwemu charakterowi w nowym świetle.

"A latem ubiegłego roku, coś niewybaczalne stało: zaczęłam obawiać się morza. Olbrzymie fale nie oznaczał przygodę, ale lęk, strach i zmartwienie dla łodzi i wszystkich innych łodzi, które pływały przy złej pogodzie.
[...] Wiedzieliśmy, że nadszedł czas, zobaczyć domek z dala. Jesteśmy pewni siebie, że to bardziej stylowo opuścić w porę [wyspę], zanim zostaniemy zmuszeni do opuszczenia."
- Fragmenty „Anteckningar Fran en O” (notatki z wyspy, 1996).

* Atol – typ płaskiej wyspy

08.05.2012

Tożsamość Tove - The Hermit, czyli sukces i wyjątkowość (1935)

Dziś kolejny dzień ciężkiej pracy ale i przyjemności. Po południu mam zbiórkę drużyny i z chłopcami (przepraszam, małymi mężczyznami) idę na Arena Laser Games. Co to jest? Wg. organizatora najnowocześniejsza rozrywka na światowym poziomie, lecz dla mnie (osoby, która zobaczyła już trochę Świata) zwykła gra laserowa. Zobaczymy, czy się spodoba harcerzom. Martwię się tylko, że przyjdzie za mało osób niż było zarezerwowane - wiecie, uczucie niewywiązania się z czegoś.
Zobaczymy...
Jak będę miał jakieś ciekawe zdjęcia to wrzuca na bloga :D Zobaczycie jak wodniacy umieją bawić się z bronią (a nie tylko linami na jachtach).
Dziś rano usłyszałem pierwszy raz piosenkę Lao Che pt. "Stare Miasto". Tak mi wpadło w ucho, że włączył mi się efekt pętli. Eh.. znów mi wchodzą do głowy piosenki o II Wojnie Światowej. Ale i tak SABATON z piosneką "Uprising" wygrywa.


Tożsamość Tove - The Hermit, czyli sukces i wyjątkowość (1935)

Tove w 1935 r. namalowała obraz pt. „The Hermit”, choć obraz przedstawia jakiś nieznany krajobraz to również jest uznawany za jej autoportret. Pustelnicze życie kręci się wokół niezgodności i jest inne – ale różnica nie oznacza lęku, oznacza to możliwość swobody podejmowania niezależnych decyzji. Pustelnik w malarstwie obserwuje wspólnotę innych ludzi i radość z zainteresowań. Istnieje również intensywność i podekscytowanie w sposób, w jaki wydaje się być głęboko pochłonięty pustelnik na scenie, tak rozmyślania Tove na temat istoty sztuki.

Obraz Tove pt. "The Hermit"

"Możesz wyobrazić sobie swoje spostrzeżenia, do tworzenia syntez. Każdy charakter śmierci, każdy krajobraz, każdy obraz jest autoportretem!” Odmianą od wcześniejszych planów, jest to, że Tove nie stosuję się do wymagań Akademii Sztuk, ale wróciła do The Lallukka Artists’ Home już w maju 1933 roku. Studia kontynuowała w The painters’ class at the Ateneum (Graficzna Szkoła Fińskiej Akademii Sztuk Pięknych). Tove nadal było trudno dostosować się do ustalonych form: wiele razy przerywała studia, podczas gdy większość jej znajomych studia porzucili całkowicie.

Poglądy artystyczne Tove były całkowicie sprzeczne z ideałami William’a Lönnberg’a, dyrektora szkoły graficznej. Trudności jakie napotkała Tove wcześniej – z dostosowaniem, studiowania przedmiotów obowiązkowych i na określonych zasadach – ponownie osiągnęła punkt krytyczny w Ateneum. Odkąd była dzieckiem, Tove zawszę uważała, że zostanie artystką. Jednakże, zasady co do płci stały się rażąco widoczne w The Ateneum’s painting class. Jesienią 1935, wiele studentek już odpadło, pozostała tylko Tove, Eva Cederström i sześciu młodych mężczyzn.

Moje zdjęcia wisiały bardzo nisko i wiem, że nie były odbiciem moich zdolności artystycznych. Wiem, że mam umiejętności. Mój talent jest wciąż w moim sercu, a nie w umyśle. Muszę wydostać się z Ateneum, to mi nic nie pomaga.” - Napisała 13 grudnia 1935 w swoim dzienniczku.

W styczniu 1936 r. Tove i jej koledzy zbuntowali się przeciwko Lönnberg’owi, dyrektor opuścił szkołę i założył artists’ collective.

W 1935, między Tove, a artystą Sam’em Vanni, który stał się nauczycielem, rozkwitła Miłość. Sam Vanni też namalował portret Tove. „Gdy zmierzch przyciąga, Samuel stanowi jego część, wraz z radością jest bolesne, patrzę na jego obraz i mówię sobie, że nie byłoby to tak piękne, gdyby nie to, że kochasz mnie.” - Napisała Tove. 

Zdjęcie  Sam’a Vanni

Nieco później, Tove namalowała doskonały portret Sam’a Vanni. Związek Tove i Sam’a był unią miłości i sztuki, ale taki, o którym Tove nie chciała powiedzieć rodzicom. Byli w szoku kiedy się dowiedzieli.

W czasie pobytu w Ateneum, Tove zaczęła doświadczać kariery jako grafik, ilustrator i malarz. Została przyjęta do stowarzyszenia - The Graphic Artists’ Association w 1935 r. i The Artists’ Association of Finland w 1937. W 1939 roku dziesięć jej obrazów zostało zaprezentowanych na wystawie Młodych Artystów i krytycznie zostały dobrze przyjęte.

07.05.2012

Przepraszam, że dziś tak późno piszę ale miałem wiele spraw to załatwienia. Dziś rano sobie usiadłem i tak myślałem o czym to napisać. Długo myślałem, lecz na nic sensownego nie wpadłem.
Dzisiaj miałem drugie podejście kathedry, ale uwaga: UDANE ! I tak z profanum stałem się sacrum. Aby dziś tego nie marnować i jakoś to uczcić udaję się do Dominikany na vesperae od vesper, czyli na nieszpory.

Deus, in adiutorium meum intende. Domine, ad adiuvandum me festina. Gloria Patri, et Filio, et Spiritui Sancto. Sicut erat in principio, et nunc et semper, et in saecula saeculorum. Amen. Halleluia.

Plan Montparnasse 
Tove w podróży - Francja (1938)

W styczniu 1938 r. Tove wyruszyła ponownie do Paryża, ponieważ dostała dotację na tamtejsze studia w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Pięknych.  
Kobieta poznawała miasto zagłębiając się w jej architekturę i historię. Często szkicowała ciekawe budynki oraz chodziła do galerii aby poznawać dzieła Rembrandta, Tycjana, van Dycka i Rubensa. Na Montparnasse* spacerowała trasą rodziców, którzy przyjechali tu w swojej młodości. Tove Jnasson poznała różne szkoły artystyczne i ciekawych ludzi.
Podczas studiów opuści na pewien czas uczelnię ale wyjechać na wycieczkę turystyczno-malarską po Bretanii.

* Montparnasse - południowo-zachodnia część Paryża
Obraz namalowany podczas wycieczki po Bretanii

06.05.2012

Tożsamość Tove - Studia, praca, komentarz (1931)

Tak jak już obiecałem, ten news poświęce głownie Tove ale zanim do tego dojdę, trochę moich żalów i beblania*.
Zostałem oszukany przez kathedre; miała być confessio a w zamian otrzymałem wyziębienie. Było tak grenlandzko zimno, że musiałem wyjść przed świątynie aby rozgrzać się w promieniach słońca. Rozumiałbym gdybym, miał krótkie spodenki i t-shirt bez rękawów ale byłem ubrany w długie dżinsy, koszulkę a na to rozpiętą koszulę - I co? nadal było mi zimno. Masakra...
Trudno, jakoś to zniosłem, ale po 14 strzeliłem takiego focha, że wyszedłem i wróciłem do domu.

Reszta dnia minęła dość spokojnie, wśród kwiatów i jabłoni na działce mojej kochanej babuni.
"A potem zaczęła malować na ścianie kwiaty. Duże masywne kwiaty, dlatego że pędzle  były grube. Farba wsiąkała w tynk, dając głębokie, przezroczyste kolory. Ach, jak to pięknie  wyglądało! Sto razy zabawniejsze zajęcie niż piłowanie drzewa. Na ścianie zakwitał jeden  kwiat po drugim: róże, nagietki, bratki, peonie... Mamę ogarnęło nieomal przerażenie, że tak  dobrze umie malować. U dołu, nad podłogą, namalowała wysoką, falującą zieloną trawę i namyślała się nad umieszczeniem słońca u samej góry, ale nie było żółtej farby, musiała więc zrezygnować.
Kiedy rodzina zeszła się na obiad, Mama Muminka nawet nie rozpaliła 'ognia. Stała na  stole malując małą brunatną pszczołę z zielonymi oczyma.
– Mamo! – wykrzyknął Muminek.
– Jak ci się to podoba? – zapytała Mama, ogromnie z siebie zadowolona. Wykończała  właśnie bardzo starannie drugie oko pszczoły. Ale pędzel był znacznie za duży – musi znaleźć jakiś inny sposób, żeby je namalować. W najgorszym wypadku pszczołę będzie można przerobić na ptaszka.
– Jak żywe! – zawołał Tatuś Muminka. – Rozpoznaję wszystkie kwiaty! To na przykład jest róża.
– Nie – rzekła Mama czując się dotknięta. – To peonia. Taka jak te czerwone, co rosły przed schodami u nas w domu.
– Czy mogę namalować jeża? – spytała mała Mi. Mama Muminka pokręciła przecząco głową.
– Nie – powiedziała. – To jest moja ściana. Ale jeżeli będziesz grzeczna, mogę ci
sama namalować jeża."
"Tatuś Muminka i morze" Tove Jansson. Nasza Księgarnia, str. 189-191

* Beblanie - regionalizm łódzki, niezrozumiałe gadanie

Tożsamość Tove - Studia, praca, komentarz (1931)

Pogodny obraz namalowany w 1931 roku, przedstawia powracającą do domu studentkę, maszerującą w nocą po ulicach Sztokholmu. Postać wydziela uczucia wolności i odwagi. Kolorową kobietę w odróżnieniu od ciemniej nocy wyróżnia jasność. Beztroska, gwiaździsta postać oddaje jej prawo do samotnego spaceru przez noc, bez strachu – choć, przy bliższym spojrzeniu widać, że młoda kobieta ma szeroko otwarte oczy na niebezpieczeństwo. Z trudem rozpaprujemy w tej postaci samą autorkę obrazu.

Jesienią 1931 roku, Tove zapisała się do Wyższej Szkoły Sztuki w Sztokholmie, by studiować projektowanie ilustracji reklamowych. Poznawała tam czcionki, heraldyki, "żywe rysunki", dekoracyjne malarstwo i sztukę książki. 

Nauka w prestiżowej szkole, dawała większe szansę nie tylko na udoskonalenie własnego talentu ale i szybszej możliwości sprzedania prac.Tove podczas studiów w Szwecji mieszkała w wynajmowanej dwuizbowej kawalerce. Kobieta bardzo mało czasu poświęcała na przyjemności w kółko poprawiała swoje pracę i pisała notatki.

Kolory dla Tove mały ogromne znacznie. Dużym wpływem na malarstwo artystki miały opinie jej nauczyciela Brandtberg`a.

"Następnie podszedł Brandtberg. Stał za mną, tylko obserwował. - Miss Jansson" powiedział, - Użyłaś zbyt dużo kolorów."  - Dzienniczek Tove, 1932 r.

Autoportret Tove namalowany 1931 roku.

05.05.2012

Moja Droga i wspomnienie o Tove w Polskim Radiu

Dzisiaj chcę skupić się na mojej kontemplacji, esame di coscienza*, prostracji a następnie wylaniu z siebie rifiuti, czyli nieczystości. Z tego też powody dzisiaj nie opublikuję żadnego postu związanego z Tove Jansson. Ale już jutro wszystko wróci do normy.

Jeżeli mogę, chciałbym opowiedzieć o mojej drodze ku Bogu. Nie jest jakaś tam wyjątkowa czy niesamowicie zawiła - ona prostu jest moja.

Już od dzieciństwa Bóg był częścią mego życia. Nie rozumiałem ani Jego ani Jego Słów. Uczestniczyłem w Eucharystii jak każdy tradycjonalista. Jednak już w tedy nie czułem tylko przymusu lecz chęć w jej uczestnictwie. Moja droga zaczyna się kiedy miałem (ja wiem..) 12 lat. Zacząłem czytać Pismo Święte i odnajdywać wiele błędów w nauce KK (Kościoła Katolickiego) i w tedy to właśnie poznałem ewangelików, ich tradycję i sposób życia. Już w kolejnym roku odwiedziłem Kościół Ewangelicko-Augsburski przy ul. Piotrkowskiej. Trochę inny wystrój świątyni, spowiedź powszechna czy komunia pod dwiema postaciami była bliższa Biblijnego wzorca zboru i tym mi zaimponowali. Jednak miałem problem - nie czułem tam obecności Jah**. Jednak mimo tego lekkomyślnie zacząłem mówić znajomym, że chcę być protestantem - ale tak naprawdę ich te sprawy nigdy nie obchodziły i nadal nie obchodzą. W internecie zacząłem czytać niesamowicie długi i rozległy spis kościołów, zborów i wspólnot chrześcijańskich. Wszystkie przedstawiały się jako niesamowite wspólnoty łączące ludzi i prowadzące ku "Prawdziwemu" Bogu. Na to odp. po góralsku - Gówno prawda!. Kiedy odwiedzałem Baptystów, Adwentystów, Kościół Chrystusowy czy Mormonów czułem jedynie znudzenie. Ich nabożeństwa (jeśli można tak nazwać) były bardzo mało rozbudowane. M.in. były tam wykłady (coś innego niż w 3 głównych kościołach) jednak były źle napisane i poprowadzone - niekiedy ich wierni sami zasypiali podczas tego elementu. Wspólnotą radosną okazał się dla mnie zbór Zielonoświątkowców. Tam młodzież mogła spełniać swoje potrzeby duchowe i wychwalać Jah wraz ze starszymi wiernymi bez nudnych pogawędek czy strasznie dewocyjnych pieśni.

W tedy tu Bóg (tak wcześniej myślałem) postawił mi na drodze Świadków Jehowy. Wszyscy mi wpajali, że to niegodna uwagi wspólnota i nie ma czego tam szukać. Mimo, że byli dla mnie tajemnicą zawsze chciałem ich poznać i dowiedzieć się dlaczego tak wytrwale chodzą po domach i nauczają na ulicy. Pierwszą publikacją jak wpadła do mich rąk była "Największy ze wszystkich ludzi". Ładna okładka, rysunki i dość przejrzysty język spowodował chęć poznania innych publikacji. Jednak szybko odstąpiłem od takiego zamiaru bo w kwietniu 2010 roku pojechałem na uroczystość Męki Pańskiej w Kościele Starokatolickim. Odczułem pierwsze w moim życiu duchowe katharsis. Mały kościółek spowodował, że wszyscy byli blisko siebie; brak chodzenia z tacą, comiesięczna spowiedź powszechna i Eucharystia pod dwiema postaciami przypadło mi do gusty - zacząłem jeździć tam jak oszalały. Poznałem bliżej duchowych tego kościoła, jednak ich rozpusta tylko mnie odstraszała. Spór jaki wyniknął między kapłanami a biskupem zadecydował, że nie chciałem tam jeździć i znów zostałem w dołku duchowym. 

W październiku 2010 roku po rozmowie z pewną wierną wspólnoty Świadków Jehowy, postanowiłem przyjść na ich zebranie. Pamiętam, że było zimno i ciemno (bo zebranie rozpoczynało się o 18.30). Przyjemne powitanie i miły uśmiech ludzi przyprawiał mnie o melancholię. Jednak zawsze czułem się tam jakoś inaczej - zawsze myślałem, że jestem źle ubrany (bo oni chodzą w garniturach a ja zawsze przychodziłem w młodzieżowej koszuli). Przyciągała mnie tam darmowa literatura i ciekawe Biblijne wykłady. Jednak widziałem minusy tej organizacji. Źle przetłumaczony przekład (jeśli wo ogóle możemy mówić o tłumaczeniu) Nowego Świata (z którego korzystają na zebraniach i w służbie) powodował zamęt w głownie. Ich publikację raczej nie rozważało zagadnienie tylko okręcały temat dookoła bez sensowych dowodów. Chrzest w baseniku podczas kongresów powodował we mnie otępienie. Towarzystwo Strażnica bardzo mały wkład poświęca w tworzenie życia młodzieżowego - kilka artykułów w "Przebudzicie się!" 3 książki i wiele zakazów. To jedyne na co ich stać, bo młodych ŚJ jest tam naprawdę bardzo mało. U Mormonów czy Zielonoświątkowców jest tak, że są organizowany biwaki, obozy a to wszystko w czysto chrześcijańskim stylu. W takich wspólnotach bardzo dużą uwagę poświęca się młodym. 
Jak powiedział Jan Paweł II:
"Młodzi są przyszłością Kościoła"

Zebrania w Sali Królestwa czy studium Biblii stało się moim "pokarmem duchowym". Jednak po kongresie zimowym w 2011 roku otworzyły mi się oczy; u ŚJ rządzi pieniądz i manipulacja ludźmi. Jako, że pierw obserwuję i szybko wyłaniam wnioski nietrudno były mi to przegapić.Zacząłem unikać zebrań, później studium i tak urwałem kontakt ze ŚJ. Co jakiś czas dzwoniła do mnie osoba, która prowadziła moje studium, czasem brałem nawet publikację. Nie angażowałem się już w te sprawy. Ostatnio kiedy oficjalnie zakończyłem studium usłyszałem, że jeśli będę chciał jeszcze jakąś literaturę będę musiał zapłacić 
- hm.. mój limit darmowych gazetek i książeczek się skończył.


W kolejnych miesiącach trafiłem do Mormonów, ale tak samo jak szybko przyszedłem tak samo wyszedłem - jednym słowem: sekta. Nie utrzymują zasad Pisma Świętego tylko Księgi Mormona - i Oni nazywają się chrześcijanami. Później nastała przerwa.


Kolejne katharsis przeżyłem znów w łonie Kościoła Katolickiego tylko, że u Dominikanów. W Łodzi jest tzn. Kamienica, gdzie znajduję się siedziba zakonu ojców Dominikanów. Całe ostatnie Triduum Paschalne stałem w niewielkiej kaplicy wypełnionej ludźmi (głownie studentami). Choć na zewnątrz było niesamowicie zimno to w środku - Sahara. Było tak gorącą, że ludzie padali na twarz. Ja w Wielką Sobotę podczas prawie 4 godz. Liturgii Światła musiałem usiąść na ziemi. Tak, tam czuję się Boga. Komunia pod dwiema postaciami, różnorodne pieśni, młodzi ludzie tworzą wspaniałą atmosferę. Mimo wielkich błędów KK i czasem mojej niezgody z niektórymi doktrynami zacumowałem tu i nie mam zamiaru odbijać od brzegu. 

Cała moja wytrwałość wiele mnie nauczyła i pokazała, że nie trzeba daleko wychodzić aby znaleźć Boga. Również to, że on jest zawsze przy mnie a "budynki z drewna czy kamienia" to tylko kupa gruzu, która i tak kiedyś runie.

* esame di coscienza - z łąc. rachunek sumienia
** Jah - Biblijny skrót imienia Boga (Jahwe)

Wspomnienie o Tove w Polskim Radiu

Dziękuję za wytrwałość. A teraz coś dla Janssonofanów:
Zapraszam do wysłuchania audycji redaktorki Polskiego Radia Anny Borkowskiej o Tove Jansson. Usłyszymy tu m.in. wywiad, jakiego udzieliła Tove, przebywając w Polsce w roku 1978.


Zdjęcie Tove z 1986 roku

04.05.2012

Tożsamość Tove - Węglem namalowana (1930)

Dzisiaj obudziłem się około 7, wstałem, wstawiłem wodę na herbatę, zapaliłem metaforycznego papierosa i usiadłem na łóżku. Gorąca herbata parzyła moje usta, lecz pragnienie i świetny aromat zagłuszał ból. Włączyłem radio - znów o jakimś wypadku gadają. Gdzie Ci ludzie pędzą? - pomyślałem. Następnie położyłem się, okryłem kołdrą i zamknąłem oczy. Nie chciałem ulec snu tylko tak poleżeć.
Kiedy dobiegające odgłosy za okien wyrwały mnie z tego dziwnego stanu, wstałem i włączyłem komputer. - Ładuję się - i otworzyłem leżącą na moim biurko książkę z działu klasyki. Doszukałem w końcu fragmentu, na którym skończyłem i przeczytałem:
,,Życie nie tęskniące do życia zmierza prosto do kresu" 

Co to oznacza? Początkowo bombardowały mnie setki a może miliony myśli zmierzające do odpowiedzi na to pytanie. Zamknąłem książkę i włączyłem wyszukiwarkę. W okienku adresu www wpisałem moją pocztę - nikt nie napisał. Facebook, kolejne dziwne zaproszenia na dziwne imprezy. Apostoł, zero ciekawych dla mnie tematów. Strony harcerskie, nuda. 
Nagle do mojego pokoju dobiegają pukania - tak, wzywają mnie na śniadanie. Wstałem, wyłączyłem ekran, szybko się przebrałem w ubranie dzienne i podreptałem do kuchni. Zapach świeżego pieczywa unosił się. Otworzyłem drzwi i zobaczyłem moją kochaną babcię w koszuli nocnej - co za skarb mieć ją przy sobie - podsumowałem. 

"- Jak się spało w namiocie! - wykrzyknęła babka. Zgasiła papierosa, położyła się i wpatrywała się w sufit. - W moim kraju - powiedziała powoli - dziewczętom nigdy nie wolno było spać w namiotach. To ja sprawiłam, że im na to pozwolono, a nie było to takie łatwe. Czułyśmy się cudownie, a teraz nie potrafię nawet opowiedzieć, jak to było.
Ptaki przelatywały znowu, przelatywało duże stado, cały czas krzycząc. Okno było o wiele czarniejsze niż noc przez to, że paliła się lampa. - To ja ci teraz opowiem, jak to jest - powiedziała Sophia."
"Lato" Tove Jansson. Nasza Księgarnia, str. 104

Tove podczas porannego papierosa

Skoro w ostatniej notce wspomniałem o rysunkach Tove malowanych ołówkiem i węglem w latach `30 ubiegłego stulecia, postanowiłem rozszerzyć ten temat i rozpocząć nowy dział "Tożsamość Tove". W tym dziale będę mówił o jej wewnętrznej potrzebie malowania i tworzenia własnego wizerunku. Jej liczne portrety stanowią jakby klucz aby odszyfrować jej tajemnicze życie i odkryć jej własne "ja". Jest to dość trudny temat ponieważ będę tu operować różnymi datami i faktami z jej życia. Jej domowa atmosfera i chaos emocji w cale nie pomagają zwężać temat - wręcz przeciwnie, chcą aby jak najszybciej go pominąć i skupić się na czymś co tylko jest ciekawostką.


Węglem namalowana (1930)

Wielki Kryzys z początku 1930 zrobił karierę w sztucę, ale młodzi artyści mieli mało możliwości, by ukazać swoje prace. Autoportret namalowany w 1930 roku był pierwszym z dzieł Tove, który miał być pokazany na wystawie publicznej. W pewnym sensie, ten rysunek przynosi Tove karierę jako artystka Full Circle, ponieważ był obecny na jej dwóch pierwszych wystawach oraz ostatniej w 1975 roku.


  Autoportret Tove namalowany 1930 roku


Pracuję” jest to często powtarzany wyraz w pamiętniku Tove. Nawet w młodym wieku „praca” oznacza całą gamę działań rysowniczych oraz poszukiwania nowych pomysłów. Wszystko co ona  robiła kierowała się pasją i radością. Miała tylko czternaście lat, kiedy jej pierwsze ilustracje zostały opublikowane w gazetach. Jej pierwsza książka z obrazkami ukazała się w 1933 roku, w tym samym roku wzięła udział w pierwszej swojej wystawie. Dorastanie w artystycznym domu dało jej bardzo intensywne podejście do pracy.

"Tylko pasja - nadzieja i radość - może być uczciwa
                                            Napisała w kwietniu 1955 r. w jednym ze swoich listów.

Autoportrety, pamiętniki i listy były naturalnym sposobem życia Towe w różnych etapach swojego życia. Nigdy nie napisał oficjalnej autobiografii (prócz krótkiego tomiku opowiadań o swoim dzieciństwie pt. "Córka rzeźbiarza"). Tove malowała w krótkim odstępie czasu własne autoportrety, jakby chciała pokazać własną historię właśnie w sztuce.

W 2007 roku, po śmierci Tove Jansson, profesora Boel Westin opublikował biografię artystki pt. "Kuvat, sanat, elämä". Publikacja rzuca nowe światło na życie Tove , poprzez prezentację jej listów, wpisów do dziennika i twórczości zróżnicowanej. Po tej autobiografii pokażą się inne, czasem omawiające jej życie bardzo osobiste a czasem tylko wybrane epizody.

Okładka książki "Kuvat, sanat, elämä"

03.05.2012

Tove w podróży - Pierwsza podróż

Czas zacząć już prawdziwy post w jak najprawdziwszym blogu. Dziś dość krótko bo jeszcze nie wiem jak mam zaczynać te notki.
Blog podzieliłem na  5 (6) działów oznaczających różne sfery własnego "Ja" Tove.
  • Tożsamość Tove
  • Działalność
  • Klovharun
  • Studio
  • Tove w podróży
  • oraz Inne, czyli rzeczy które nie wiedziałem gdzie wepchnąć. 
Jak pewnie zauważyliście na samej górze te wszystkie kategorie są. Jak się zbierze kilka postów to zrobię katalog i te podstrony będą pełnić funkcję mostów aby odpowiednio szybko odnaleźć odpowiedni temat w odpowiednim dziale.

Pierwszy temat z pierwszego działu, który chcę rozpocząć jest związany z czymś co kocham, czyli podróżami. Podróż była istotną częścią życia Tove. Odwiedziła Paryż, kiedy miała dwadzieścia lat a Paryż był również ostatnim miejscem, które odwiedziła mając prawie osiemdziesiąt lat. Tove znalazła czas, aby zwiedzić wiele krajów i kontynentów.W tym dziale chciałbym Was wprowadzić w tą niezwykłą cześć życia artystki.

Pierwsza podróż

W roku 1934, autorka Muminków wyruszyła w swoją pierwszą podróż poza granice Finlandii i zimnej Skandynawii. Jej podróż przebiegała przez Szczecin (który ówcześnie należał do państwa Niemieckiego), Hamburg, Berlin, Drezno, Monachium i Velbert - i dalej do Paryża gdzie spędził kilka magicznych tygodni. Jako młoda artystka wykorzystywała każdą nadającą się okazję aby szlifować swój warsztat. W czasie tej podróży narysowała kilka rysunków przedstawiających niezwykłość Paryża.


Jak widzimy powyżej, rysunki Tove są jeszcze niedokładne, choć kreska jest bardzo zamaszysta to jednak bardzo krzywa. Podczas swojej podróży odwiedziła szereg galerii sztuki (również Luwr, gdzie podziwiała dzieła artystów ze wszystkich epok).

Podejrzewam, że ta podróż była czymś w rodzaju bodźcem aby porzucić węgiel i ołówek i w 1938 namalować swój pierwszy obraz, który w kolejnych latach trafi do jednej z licznych galerii w Helsinkach.

02.05.2012

Ja i Ona cz. 2

"Ona"
W tytule notki jest jeszcze "Ona" - kim ona jest? Ktoś by pomyślał, że to jakaś moja "fidanzata"***, w pewnym sensie tak, ale jednak nie. To ta, której chcę poświęcić cały blog i trochę mojego czasu. Urodziła się w Finlandii w roku wybuchu Wielkiej Wojny****. Całe swoje życie poświęciła sztuce oraz budowaniu własnych wartości i tożsamości. W swoim prostym a zarazem zawiłym życiu potrafiła znaleźć pasję, która oprócz sztuki stała się odpoczynkiem i relaksem.
"Tylko pasja - nadzieja i radość - może być uczciwa
                                            Napisała w kwietniu 1955 r. w jednym ze swoich listów.

Zmarła w wieku 87 lat w Helsinkach. Stworzyła swój uniwersalny świat, który był jej własnością i ostoją. Mimo, że użyczyła go trochę ludziom nadal pozostaję tajemnicą i labiryntem zawiłych spraw. Kim ona jest? To Tove Jansson.

Czemu "Ona" ?
Choć jest kobietą wiele mnie z nią wiążę - nie chodzi tu o więzi krwi (bo tak nie jest) tylko o jej własne "Ja". Poznając jej życie i twórczość napotykam na pasmo podobieństw ale i różnic, które w zasadzie łączą a nie dzielą.

Chciałbym, żeby ten blog był miejscem nie tylko mojej refleksji ale i każdego człowieka, który tu zajrzy. Moim drugim celem jest rozpowszechnianie już dawno zapomnianej jej osoby i ukazanie jej życia, twórczości za pomocą słów i obrazów.

Hm.. to by było na tyle.. Życzcie mi powodzenia! Do pierwszego Janssowego postu!


*** Fidanzata - z włoskiego narzeczona
**** Wielka Wojna - po latach `40 została nazwana I Wojną Światową (1914-1918)

 Zdjęcie wykonane w 1987 r. przez jej brata Pere Olove Janssona

01.05.2012

Ja i Ona cz. 1

Witam serdecznie!

Obecnie pewnie tylko mnie ale mam nadzieję, że już niedługo pewną garstkę ludzi.


Kim jestem?
Czasami sobie zadaję pytanie  - Kim ja jestem? - odpowiedź ta jest bardzo trudna. Jestem na pewno człowiekiem, nastolatkiem i chłopcem (bo jeszcze nie mężczyzną). Żyję w centrum Polski a dokładnie w mieście zwanym Ziemią Obiecaną czyli w Łodzi. - Lecz czy to jest odpowiedź na moje pytanie? Hm.. jeszcze bym zapomniał: mam na imię (tak jak każdy człowiek) po francusku będzie to Pierre, po niemiecku Peter, hebrajsku Kefas, włosku i łacińsku Petrus a po po polsku zwyczajnie Piotr.

Co robię? Jaki mam cel?
To kolejne dwa pytania, które sobie zadaję. Na pierwsze odpowiem dość obszernie bo w punktach:
  • Skoro jestem nastolatkiem (o co siebie podejrzewam) to robię to co inni; trochę zabawy, trochę kompleksów i  buntów.
  • Jestem instruktorem harcerstwa, a właściwie drużynowym.
  • Uczę się jak każdy nastolatek, ale jedyną różnicą jest ta, że w LO w klasie o profilu policyjno-prawnym (wiem, szpan).
  • Interesuje mnie teologia (o której będę pisał tam gdzie się da), historia, trochę sztuka i literatura.
  • Kocham teatr, podróże (szczególnie te piesze), góry i zabytki.

Teraz kolejne trudne pytanie - jaki mam cel? Moim głównym celem życiowym jest "życie". Życie wśród ludzi, krajobrazie przekształconym przez naturę a stworzonym przez Boga. Chcę przez swoje życie kroczyć drogą Prawdy* i być czysty ze swoim sumieniem.

Z czym walczę?
Głownie z ludźmi. Choć są moimi bliźnimi i chcę z nimi żyć to nieunikniona jest wojna. Ludzie doprowadzają mnie również do stanu putus asa**, który od 4-5 lat jest moim wielkim problemem i zakłóca moją tożsamość.

Koniec części pierwszej.

* Prawda - moje własne wartości i credo (z łac. wierzę)
** Putus asa - silny stan wyrażający bezsilność i złom euforię

Ja (drugi z lewej) i fragment mojej drużyny harcerskiej